RSS
sobota, 24 grudnia 2011

  Było to mroźne, grudniowe popołudnie jednego z najbardziej magicznych dni w roku, Wigilii Bożego Narodzenia. Wieczór zbliżał się coraz to większymi krokami, okrywając tajemniczym mrokiem małe miasteczko. Razem z nim nadchodził moment rozpoczęcia wigilijnej wieczerzy, a wokół nadal roznosił się gwar spieszących ludzi, którzy co chwila wchodzili i wychodzili ze sklepów, z zakupionymi w ostatniej chwili sprawunkami. Przystrojone witryny sklepowe migotały blaskiem kolorowych światełek, roztaczając jedyną w swoim rodzaju atmosferę, charakterystyczną tylko dla grudniowych dni. Szał zakupów, któremu ulegli mieszkańcy miasteczka trwał dziś do późnych godzin. Po chodnikach maszerowali przebrani Mikołajowie, taszcząc ze sobą worki pełne prezentów. W oknach domów stały pięknie przystrojone choinki, które to rozjaśniały swym blaskiem panujący na zewnątrz mrok nocy wigilijnej.
W oknie jednego z domów widniała drobna postać. Dziewczynka o bladej jak mleko cerze, czerwonych jak kwiat róży ustach, oraz długich, hebanowych włosach splecionych w dwa warkocze. W jej dużych oczach odbijał się turkus oceanu. Długie, gęste okalające rzęsy, rzucały cień na pozbawione rumieńców policzki. Oczy przykuwały uwagę nie tylko swą piękną barwą, lecz przede wszystkim tajemniczością, jaką w sobie skrywały. Nie wiedzieć czemu, lecz spojrzenie tego dziecka było jednak obojętne, pozbawione radości. Nie bez powodu.
Pewnego dnia przyszła na świat maleńka dziewczynka. Gabrysia - bo tak miała na imię - była długo wyczekiwanym dzieckiem, toteż po narodzinach rodzice nie posiadali się z radości. Dziękowali aniołom za tak cudowny dar, w dodatku gwiazdkowy, gdyż narodziny jej przypadły dokładnie na dwudziestego czwartego grudnia.
Gabrysia była śliczna i mądra, zawsze z uwagą słuchała się rodziców i nigdy nie przysparzała im większych zmartwień. Wszyscy rówieśnicy z podwórka lgnęli do niej, uważając zarazem za najlepszą towarzyszkę do wspólnej zabawy. Niemniej jednak ona sama czuła się wyobcowana i choć do każdego odnosiła się z sympatią, to w głębi duszy wiedziała, że tak naprawdę nie wokół niej prawdziwych przyjaciół. Odkąd sięgała pamięcią wstecz, rodzice zawsze powtarzali, że jest inna, na swój sposób odmienna. Na początku, gdy Gabrysia była jeszcze zbyt mała i nie rozumiała wielu spraw, myślała że rodzice mówią tak, bo bardzo ją kochają - w końcu to oczywiste, że każde kochane dziecko jest dla swego rodzica wyjątkowe. Jednak w miarę upływu czasu, stawała się nad wyraz rozwinięta. Wówczas zaczęła zdawać sobie sprawę, że postrzega otaczający ją świat w zupełnie innym wymiarze. Także dzieci to dostrzegały. Stopniowo zaczęły się od niej odsuwać, zaniepokojone niezrozumiałym lękiem. Widząc to, serce Gabrysi przepełniał smutek, czuła się tak bardzo nierozumiana pośród wielu otaczających ją ludzi. W duszy pragnęła akceptacji i warunków ku temu, by mogła ofiarowywać siebie innym.
Nagle, zupełnie niespodziewanie los Gabrysi odmienił się. Poznała pewnego uroczego chłopca, który wraz z rodzicami przybył z bardzo odległych ziem i zamieszkał blisko jej domu. Przemko - bo tak miał na imię - był nadzwyczaj wyróżniającym się chłopcem z pięknym, szlachetnym lecz i tajemniczym uśmiechem oraz dużymi, pełnymi lęku oczyma. Tak jak Gabrysia był on dzieckiem wyjątkowym; odznaczał się szczególną wrażliwością i umiejętnością patrzenia znacznie dalej i głębiej, niż ludzie dookoła. Wspólne te cechy w szczególny sposób zbliżyły do siebie dziewczynkę i chłopca  sprawiając, że zawiązała się pomiędzy nimi nierozerwalna nić porozumienia i niezwykle głęboka przyjaźń. Gabrysia już nie czuła się samotna. Miała przyjaciela, z którym mogła porozmawiać o wszystkim, bez obaw, że jej szczerość zostanie źle przyjęta, bądź wykorzystana przeciw niej. Mogła zwierzyć się ze swych najskrytszymi sekretów, wyznać wszystko to, co ją dręczy lub co jest powodem przypływów niepohamowanej radości. Gabrysia i Przemcio byli dla siebie odtąd jak odnalezione bratnie dusze, które przez całe życie poszukiwały właśnie siebie.
Niestety tak szczęśliwy dotąd świat Gabrysi runął w jednej chwili, tak jak domek z kart. Wydarzyła się rzecz naprawdę straszliwa. Gabrysia utraciła swego jedynego przyjaciela. Przemcio niespodziewanie odszedł z tego świata. Dziewczynka długo nie mogła dopuścić do siebie tej myśli. I znów pozostała zupełnie sama.
Gdy minęło już trochę czasu, Gabrysia jak to miała w zwyczaju, stojąc w oknie przyglądała się przechadzającym po ulicy ludziom. Nie mogła zrozumieć, jak to możliwe, że wszystko wokół biegło tym samym rytmem co wcześniej, cały świat nawet na moment nie zwolnił swego tempa, a jej własny stanął w miejscu.
Od chwili, gdy Przemcio odszedł, wszystko na co tylko spojrzała uchodziło za wyjątkowo szare. Z czasem spostrzegła nawet, że mieszka w bardzo dziwnym miejscu. I tak oto z każdym dniem świat Gabrysi stawał się coraz bardziej zamknięty. Cały swój wolny czas poświęcała na czytanie mądrych książek. Czytając, przenosiła się do przedstawionego w nich świata i lubiła wyobrażać sobie, że staje się dobrą bohaterką. W taki oto sposób przemijały w świecie Gabrysi dni, miesiące, a potem już lata.
Aż którejś nocy, gdy Gabrysia zapadła w głęboki sen, ukazała się jej dziwnie wyglądająca postać, która nie przypominała żadnej znanej dotąd istoty, nieco podobna do sympatycznego elfa.
- Kim jesteś? - zapytała zdziwiona. Elf trzepotał malutkimi skrzydełkami, fruwając wokół niej, aż w końcu usiadł, przyglądając się Gabrysi z dobrotliwą miną.
- Aniołem, przyjacielem. Nazywaj mnie jak chcesz - odpowiedział wesoło. Dziewczynka spojrzała nań jeszcze bardziej zdziwiona. Po chwili jednak odwróciła się w drugą stronę, by ukryć nagły smutek. Elf dostrzegłszy jej reakcję, z szybkością błyskawicy pojawił się przed nią, uśmiechając się najmilej jak tylko potrafił.
- Czemu tak nagle posmutniałaś? - zapytał. - Idź sobie stąd! Odejdź! - wykrzyczała przestraszona.
- Niby dlaczego miałbym to zrobić? - zadał jej pytanie, uśmiechając się najszerzej jak mógł. Ten ciągle zabawny ton w jego głosie zaczął powoli denerwować Gabrysię. Podświadomie pragnęła już zbudzić się z jakże dziwacznego snu.
- Denerwujesz mnie i nie mam ochoty na dłuższą rozmowę z tobą. Nie lubię cię, kimkolwiek jesteś! - odrzekła. - Skąd możesz wiedzieć, że mnie nie lubisz, skoro nawet mnie nie znasz? - zapytał przewrotnie elf.
- Właśnie, nie znamy się i niech tak zostanie. Nie potrzebuję nikogo. Zaraz mój sen się skończy i ciebie też już nie będzie. - Moglibyśmy się zaprzyjaźnić, co ty na to? - zaproponował, nie bacząc na jej opory.
- Ze mną nikt nie chcę się przyjaźnić - odparła cichutko, ze smutkiem. - Nie pasuję do nich - wyszeptała. - Pragniesz tego jak niczego innego na świecie. Każdy samotny człowiek pragnie miłości, przyjaźni, bliskości drugiego człowieka - odrzekł. - Nie bój się Gabrysiu!
Dziewczynka długo myślała o tym, co powiedział elf. Postanowiła dać mu szansę. Od tamtej pory, elf odwiedzał Gabrysię codziennie, każdej nocy, gdy tylko zamknęła powieki. Każdy dzień zdawał się wówczas tak nudny i smutny, lecz gdy tylko nadchodził wieczór, dziewczynka pogodniała.
Tymczasem, tego mroźnego, świątecznego wieczoru, kiedy to magia świąt przybiera wielką moc, Gabrysia znów miała stać się naprawdę szczęśliwa. Spoglądała obojętnie w okno, wszystko co dostrzegała wydawało się szare, nieciekawe. Nawet śnieg - brudny i ponury. Aż tu nagle tajemniczy szmer zwrócił jej uwagę. Odwróciła się zaciekawiona i ku swemu zdziwieniu ponownie ujrzała elfa.
- Wesołych Świąt, Gabrysiu! - zawołał radośnie. - Co tu robisz? Jak to możliwe, że widzę ciebie właśnie tutaj? - wypytywała zdziwiona, bo choć  uważała tego stworka za kogoś w rodzaju przyjaciela, to nie dopuszczała do siebie myśli, że on naprawdę istnieje. Uchodził w jej mniemaniu za wytwór jakże bujnej wyobraźni.
- W taki dzień jak dziś, wszystko jest możliwe! W końcu mamy Wigilię Bożego Narodzenia, najpiękniejszy dzień w roku! - odpowiedział elf. - Kochasz przecież święta! Zapomniałaś tylko jak magiczny to czas - dodał troskliwie. - O wielu rzeczach zapomniałam - zgodziła się, ponownie spoglądając w okno.
- Gabrysiu, nadszedł czas, by to zmienić - odrzekł elf, wyjątkowo łagodnie, po czym pstryknął dwoma palcami i wtedy to, jak gdyby za sprawą czarodziejskiej różdżki, oczom dziewczynki ukazał się wspaniały widok, otaczający ją ze wszystkich stron. Niezliczona ilość kolorowych lampek, którymi udekorowano różnej wielkości drzewka oraz domy migotała jak gwiazdy na niebie, zapierając dech w piersiach. Nagle biały, czysty śnieg skrzył się w oczach Gabrysi, a radosny, dźwięczny śmiech zjeżdżających na sankach dzieci, odbijał się głośnym echem. Wszystko to przypominało zaczarowany świat. Urzeczona tym cudownych widokiem Gabrysia, w jednej chwili zapragnęła podejść bliżej, przeniknąć do tego świata, lecz gdy ruszyła w jego kierunku, napotkała opór - szklana, zimna ściana nie pozwalała jej na kolejny krok. I nagle, tak jak wszystko się pojawiło, tak i w mgnieniu oka zniknęło. Spojrzała pytająco na elfa.
- Od ciebie zależy, czy chcesz pójść dalej, tylko od ciebie! - powiedziały jego ufne oczy.
- Stąd nie ma wyjścia! - krzyknęła zawiedziona.
Elf znów pstryknął palcami, by przywołać kolejny obraz. Tym razem był to rodzinny dom Gabrysi. W rogu pokoju stała piękna, duża choinka, która wypełniała swym blaskiem wnętrze pomieszczenia. Zawieszone kolorowe bombki obracały się leniwie to w jedną, to w drugą stronę, oczekując wyrazów podziwu i zachwytu. Cienki łańcuch ze złotych kuleczek okalał drzewko od góry do dołu. Uroku dodawała skrząca się na samym czubku, złota gwiazda. Serce Gabrysi ścisnęło się na ten widok, pełne tęsknoty.
I po chwili znów wszystko prysło jak mydlana bańka, pozostawiając uczucie pustki. Po policzku dziewczynki spłynęła łza. Ni stąd, ni zowąd Gabrysia znalazła się w miejscu, które wcześniej pokazał jej elf. Było mroźno, ale dziewczynce w niczym to nie przeszkadzało, gdyż okryta była ciepłym paltem.
- Magia Świąt! - usłyszała za plecami głos elfa, na co tylko uśmiechnęła się z czułością, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. - Spójrz, tam w oddali. Poznajesz? - wskazał na niewielki domek. - Tak, to mój dom - odpowiedziała łamiącym się głosem. - W takim razie, idź w stronę swego domu - odrzekł elf.
- Chodźmy razem - zapraszała, znów szczęśliwa, lecz elf nie podążał już za nią. - Nie Gabrysiu, ja nie pójdę z tobą. Moja misja dobiega końca. Już mnie nie potrzebujesz - łza zakręciła się w oku elfa.
- Jak możesz tak myśleć? Oczywiście, że cię potrzebuję. Jesteś moim przyjacielem! Odchodzisz, zupełnie jak Przemcio - odwróciła się zasmucona, kryjąc napływające do oczu łzy.
- Przemcio był dla ciebie jak anioł. A anioły mają to do siebie, że przybierają rożne postaci - puścił porozumiewawczo oko. Gabrysia w odpowiedzi uśmiechnęła się do elfa. Była smutna, że musi pożegnać się z przyjacielem, jednak czuła w głębi duszy, że serce jej przepełnia znów radość i dawno nie goszczący w nim spokój.
- Spójrz w niebo! Pierwsza gwiazdka! - oznajmił radośnie elf, znikający w oddali. Oczy dziewczynki powędrowały w górę na dostojnie migocącą gwiazdę. Wokół unosiły się dźwięki "Cichej nocy".

poniedziałek, 05 grudnia 2011
Mój mały - wielki sukces.

    Jakiś czas temu dowiedziałam się o świątecznym konkursie literackim organizowanym przez jeden z portali. Już wcześniej nosiłam się z zamiarem napisania czegoś w rodzaju opowieści wigilijnej i umieszczenia np. na blogu, toteż gdy dowiedziałam się o konkursie tym bardziej postanowiłam  spróbować. Aby wziąć udział należało napisać kilkustronicowy tekst, którego motywem przewodnim są zwyczaje i obrzędy charakterystyczne dla obchodzonych Świąt Bożego Narodzenia, w formie wspomnień, lub nawet baśni.

Choć tekst nie zapowiadał się na szczególnie pracochłonny to muszę przyznać, że napisanie go trochę mi zajęło czasu, głównie z powodu braku pomysłu a co może ważniejsze, pomysłu który by mnie najbardziej satysfakcjonował. Najpierw zaczęłam pisać opowiadanie w którym to miałam, miedzy innymi napisać o zwyczajach świątecznych panujących w moim domu i rodzinie, ale po dłuższym zastanowieniu zdałam sobie sprawę, że lepiej będzie się wyłamać i napisać coś bardziej oryginalnego. I tak oto napisałam świąteczną bajkę a raczej powinnam powiedzieć psychologiczną bajkę w tle wigilijnej nocy – więcej o charakterystyce opowiadania napiszę za kilka dni. Szczerze mówiąc to nigdy wcześniej nie pisałam bajek, dlatego obawiałam się, że tekst może nie spotkać się z jakimkolwiek uznaniem oceniającej konkursowe prace komisji. Ale cóż, jak to zwykło się mawiać - bez ryzyka nie ma zabawy. A w moim przypadku ryzyko zaowocowało zwycięstwem, gdyż ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, w jakiś magiczny sposób, praca zajęła I miejsce. Po odczytaniu mojego nazwiska byłam tak zaskoczona tym, że przez chwilę myślałam że doszło do jakieś pomyłki, nieporozumienia bo naprawdę nie spodziewałam się, że znajdę się wśród zwycięzców w pierwszej trójce, raczej miałam cichą nadzieję na wyróżnienie. Co prawda, konkurs ten może nie był jakąś wielką sprawą bo organizowany był przez być może mało jeszcze znany, aczkolwiek odnoszący coraz większą popularność portal, ale cieszę się bardzo, że ktoś docenił moje starania. To taki mój mały - wielki sukces.

Jutro prawdopodobnie zwycięskie prace zostaną opublikowane na stronie wcześniej wspomnianego portalu – Twoje Wiadomości. Za kilka dni postaram się również wrzucić ''Wigilijnego anioła'' na blog, także zapraszam do lektury – jutro, na portalu lub jak ktoś woli tutaj, ale za kilka dni. 

niedziela, 06 listopada 2011
''Strach''

STRACH

 

Strach na straży chwili stanął

Czarną kotarą przysłonił czas

Zniekształcona prawda

Wnet iluzją się już stała

 

Czekanie na krok, szept

Lub choćby szmer

To wieczność

 

Krzyk odbity od ścian

Na podłodze bezsilności

Roztrzaskany na milion

Drobnych kawałków

 

W myślach szukam lustra

By odnaleźć spokój na twarzy

Lecz to niemożliwe

Jest tak ciemno

 

Wokół kosmiczna pustka

Dłoń nie ma czego chwycić

 

Modlitwa z głębi duszy

Szczera jak nigdy dotąd

 

Potok przyrzeczeń i obietnic

Powstrzymuje od skoku

W głębinę co nie ma końca

 

I nagle zegar rusza

Świat odnajduje swój bieg

Twarze przyjaciół pytają

Czekając…

 

Usta moje zaciśnięte milczą

Bo serce już zapomniało…

 

Tagi: strach wiersz
01:22, sylwucha1985
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 września 2011
Rocznica zamachu na WTC

    Nie sposób ominąć dzisiejszej daty i nie poświęcić krótkiej notatki tak istotnym i strasznym wydarzeniom które dotknęły świat 10 lat temu.

Dziś to właśnie mija rocznica jednej z największych tragedii w historii – ataku terrorystycznego na World Trade Center w Nowym Jorku i Pentagon w Waszyngtonie – w Stanach Zjednoczonych, dokonanego przez Al–Kaidę. Tysiące pogrzebanych w gruzach ludzkich istnień – w tym sześcioro Polaków, jeszcze więcej pokrzywdzonych bliskich ofiar którzy to utracili swoje rodziny, przyjaciół… oraz świat który tego dnia stracił coś bardzo ważnego – bezpieczeństwo. To pierwsza tak skuteczna operacja tego typu, która pociągnęła za sobą więcej ofiar i strat materialnych niż jakikolwiek inny akt terroru w dotychczasowej historii.

Najpierw szok, niedowierzanie i wreszcie przerażenie – można by wręcz powiedzieć –spektakularny początek XXI wieku.. choć takie słowa są chyba nie na miejscu. Ludzie zadający sobie – być może pierwszy raz od II wojny światowej pytanie – co teraz będzie, co to oznacza, co wydarzy się jutro? Inne państwa, którymi wstrząsnęło to wydarzenie, obawiały się o bezpieczeństwo swoich obywateli bo skoro ośmielono zaatakować tak wydawałoby się, silne mocarstwo jakim jest USA, to co mówiąc o innych, mniej zabezpieczonych krajach?

W odwecie za ataki z 11 wrześnie rozpoczęto tak zwaną ‘’wojnę z terroryzmem’’. Ameryka wraz z pomocą swoich sojuszników wtargnęła na teren Iraku w poszukiwaniu słynnej broni masowej zagłady w której to posiadaniu miał być prezydent Iraku Saddam Husajn. Jak wiadomo, żadnej broni masowego rażenia nie znaleziono. Terroryzmu też nie zlikwidowano, zresztą naiwnie byłoby myśleć, że komukolwiek to się uda. Dziś patrząc z perspektywy czasu, uwzględniając liczbę poległych żołnierzy czy chociażby to jak wiele pieniędzy pochłonęła cała ta operacja – można powiedzieć, iż USA ponieśli porażkę w tej wojnie. Większość zwykłych Amerykanów sądzi, iż G. Bush wykorzystał zamachy z 11 września jako pretekst do wojny z Irakiem.

Istnieją pewne teorie spiskowe, które sugerują, iż za zamach odpowiada bezpośrednio lub pośrednio ówczesny rząd Stanów. Część osób głoszących tego rodzaju teorie uważa, że rząd prezydenta Busha nie zrobił wszystkiego by zapobiec tym zamachom. Choć do zamachów przyznała się Al-Kaida dowodzona przez Bin Ladena to są też tacy, którzy twierdzą wprost, że zamachy zostały zaplanowane i przeprowadzone przez tajne służby wewnętrzne Stanów by mieć pretekst do wojny z Irakiem i eksploatacji ropy naftowej... Pewnie dla niektórych wydawać się będzie, iż wiąże się to w logiczną całość i uwierzą w to… ale jak wiadomo też nie od dziś, na świecie nie brakuje osób rządnych sensacji. 

Jedno jest pewne, o 11 września 2001r należy zawsze pamiętać - choć nie uważam by konieczne były coroczne obchody na tak wielką skalę jak dziś, z obawy przed spowszednieniem.

Nie możemy zapomnieć o tej tragedii bo historia lubi się powtarzać. 

wtorek, 06 września 2011
Moje konto w Fundacji Avalon

Fundacja Avalon, Moje konto

 

Zapraszam i proszę o wsparcie!

 http://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci_pl/373/szabelska_sylwia.html

sobota, 03 września 2011
Znicz ludzkiej pamięci

  Witam po długiej – chyba najdłuższej jak dotąd przerwie odkąd założyłam tego bloga.

Ostatnie dni były dla mnie trudnym czasem – zmarła moja babcia – osoba z którą od urodzenia mieszkałam razem w jednym domu. To wszystko spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Co prawda babcia od wielu lat zmagała się z wieloma chorobami a ostatnio bardziej podupadła na zdrowiu ale nikt na pewno nie spodziewał się, że koniec jest już tak blisko. Ale cóż.. tak bywa – wszyscy wokół mi to powtarzają. Przez pierwszy tydzień było ciężko – chwilami a zwłaszcza wieczorami – bardzo ciężko. Tak trudno to zrozumieć – dziś jesteś z tą osobą a za chwilę już jej nie ma i wiesz, że nigdy nie powróci, nigdy jej nie zobaczysz a już na pewno nie usłyszysz.. Można powiedzieć, iż dla mnie jest to całkowicie obce uczucie gdyż do tej pory nie doświadczyłam jeszcze śmierci tak bliskiej osoby. Zawsze gdy czasem o tym myślałam w czasie gdy babcia z dziadkiem żyli oboje, wyobrażałam sobie, że kiedy to nastąpi będzie tak straszne że nie dam rady – nie wyobrażałam sobie tej chwili. Byłam pewna, że będzie to wielka tragedia. I to prawda bo śmierć bliskiej osoby to chyba najgorsza rzecz jaka nas może dotknąć. Ale pomimo tego gdy już dojdzie do tego to okazuje się, że znajdujemy w sobie skądś siłę by dalej trwać, stawić czoła nowym wyzwaniom, trudnościom, pozałatwiać pozostawione często przez bliską osobę niedokończone sprawy. Przecież trzeba znaleźć siłę by dalej żyć – jak nie dla siebie to dla innych którzy przecież wciąż żyją i nas potrzebują.

Dziś gdy minęły  dwa tygodnie od tamtego dnia wydaje się, że jest już lepiej. Choć chyba jeszcze całkiem nie zaakceptowałam faktu, że babcia już nigdy nie powróci bo ciągle wydaje mi się że wyjechała albo jest w szpitalu, nawet nie mam zbytniej potrzeby chodzić na cmentarz bo grób w którym została pochowana zdaje mi się jakiś obcy…  Jednak powoli dociera do mnie myśl , iż pewne rzeczy są nie do uniknięcia. Śmierć wpisana jest w nasze życie – jest jego częścią a my nie mamy większego wpływu na to kiedy nadejdzie ten najgorszy moment. Wszystko wokół ma swój początek i koniec – to jedyna sprawiedliwość zapisana dla wszystkich bez wyjątku. Na koniec chciałabym dodać pewną prostą prawdę z którą chyba większość się zgodzi – jak często pamiętasz o innych za ich życia tak oni często będą pamiętać o tobie gdy już cię nie będzie.

Najdłużej palącym się zniczem jest ludzka pamięć.

00:48, sylwucha1985
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 lipca 2011
Przypadek?..

  Tak niewiele w życiu widziałam, w niewielu miejscach byłam, a świat przecież jest taki wielki i fascynujący.. Do kogo powinnam mieć pretensję? Do siebie samej, że nie potrafię przezwyciężyć swoich ograniczeń? Do bliskich którzy zawsze trzymali mnie jak pod kloszem? A może do wyższej siły która być może w jakiś sposób steruje nami od początku do końca? Wiele osób twierdzi, że naszym życiem kieruje przypadek, zrządzenie losu i nie ma czego się w tym dopatrywać. Jednak gdy tak głębiej się zastanowić, to chcąc nie chcąc nasuwa się pytanie, czym tak naprawdę jest przypadek? Gdy pomyśleć o tym, jak skonstruowany jest świat, natura, Wszechświat, wręcz nieprawdopodobne wydaje się twierdzenie, że wszystko wokół jest dziełem przypadku. Patrząc choćby na otaczającą nas przyrodę, jak wszystko doskonale do siebie pasuje, poszczególne elementy tworzą spójną całość. Aż dziwne wydaje się że nie kieruję tym jakaś myśląca istota… Jeszcze do nie dawna wierzyłam tylko w to co widzę i co jest naukowo udowodnione, bo jakże inaczej? Jednak w życiu zdarzają się sytuacje których nie da się racjonalnie wytłumaczyć, a przynajmniej dzisiejsza nauka nie zna na nie odpowiedzi. I nie trzeba zbyt daleko szukać, bo jak to się dzieje że czasem w chwilach grożącego nam niebezpieczeństwa nagle w ostatniej chwili pojawia się pomoc?

Jestem osoba która interesuje się wieloma rzeczami z rożnych dziedzin, niekiedy mało popularnymi czy nawet dziwnymi dla większości spotykanych przeze mnie osób. Uwielbiam przyswajać wiedze i cenie to też u innych. Są ludzie którzy nie lubią niczego wiedzieć , niczym się nie interesują, a poszerzanie wiedzy traktują jako coś niepotrzebnego, na co nie warto poświęcać czasu. Nie rozumiem, jak w dobie dzisiejszej komunikacji i szerokiego dostępu do informacji , można nie mieć potrzeby by dowiedzieć się czegoś nowego? Jednak czytając i ucząc się czegoś nowego mam świadomość ze obecna nauka i wiedza nie jest czymś stałym i niepodważalnym. Wiedze, odkrycie czegoś nowego mogłabym porównać do treści napisanej książki która zawiera w sobie poszczególne rozdziały. Niekiedy czytając, można doszukać się pewnych błędów. Mogą być niewielkie, wystarczy drobna korekta, która nie zmieni sensu treści a tylko ją dopracuje. Jednak niekiedy błędy mogą być tak rażące, wnoszące chaos w treść, że będą rzutować na całokształt. I wtedy książkę trzeba będzie napisać od początku. 

01:49, sylwucha1985
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 czerwca 2011
Muzyka moją wolnością

     Odkąd pamiętam w moim życiu szczególne miejsce zawsze zajmowała muzyka. Wyzwala we mnie emocje, sprawia że nagle wraca mi ochota do życia jak też czasem potrafi wzruszyć do łez. Muzyka daje mi wolność, zatrzymuje. Zawsze gdy czuję potrzebę oderwania się od rzeczywistości, od codzienności która mnie otacza wybieram ulubiony utwór i uciekam w ten inny, wyimaginowany świat –marzeń, wspomnień, iluzji. Najlepiej czuje się słuchając gdy jestem sama, wtedy mogę zatracić się w melodii, słowach, poczuć te skrajne emocje,  po prostu odpłynąć.

To właśnie muzyka i książki były zawsze moimi największymi pasjami, choć przyznaję, że zainteresowanie tym drugim pojawiło się później. Pewnie pomyślicie iż w dalszej części rozpiszę się o moich upodobaniach muzycznych wymieniając ulubionych artystów którzy wykonują mało popularny rodzaj muzyczny. Nic podobnego, nie należę do wyrafinowanych słuchaczy, wychowałam się na tzw. popularnej muzyce rozrywkowej zarówno polskiej jak i zagranicznej, choć szczerze mówiąc zawsze wolałam tę drugą. Preferuję rożne gatunki muzyczne od wcześniej wspomnianego popu po inne mniej popularne nurty muzyczne, zależy od wykonawcy, danego utworu lub samego tekstu, czasem lubię też posłuchać muzyki fortepianowej. Uwielbiam połączenie muzyki rozrywkowej z orkiestrą, choć nie często artyści decydują się na taki ‘’duet’’. Mam oczywiście kilku ulubionych artystów którym jestem wierna od lat i zawsze z niecierpliwością oczekuje ich nowego albumu ale muzyka potrafi mnie zachwycić w różny sposób, czasem wystarczy kilka dźwięków w melodii danego utworu bym zapragnęła tego słuchać aż do znudzenia. Oczywiście trudniejsze piosenki o bardziej złożonej linii melodycznej pozostają na dłużej w pamięci, w odróżnieniu od tych prostych które szybko wpadają w ucho ale niestety jeszcze szybciej wypadają.

Pamiętam gdy byłam małą dziewczynką i podpytywano mnie podczas zbliżających się świąt lub innych okazji o mój wymarzony prezent,  odpowiadałam że najbardziej ucieszyłaby mnie kaseta magnetofonowa (w tamtych czasach) a kilka lat później płyta kompaktowa, zresztą do tej pory lubię dostawać w prezencie płyty. Przez wierszą część mojego dzieciństwa marzyłam o szkole muzycznej, studiach. Dziś wydaje mi się to głupim pomysłem i w ogóle nieprzemyślanym. Kiedyś usłyszałam od któregoś z nauczycieli że to nie ma sensu, chociażby z racji tego że musiałabym się uczyć grać na ciężkich wymagających siły w rekach instrumentach, więc dałam sobie z tym spokój.

Muzyka stanowi dla mnie inspirację, często pod jej wpływem przychodzą mi pomysły na tworzenie nowych wierszy, pojawia się obraz, pewna wizja którą podchwycam i przenoszę na papier w postaci krótkiego tekstu. Podczas pisania –czy to wierszy czy dalszej części powieści, często potrzebuje takiego doładowania i wtedy to właśnie robię sobie przerwę w pisaniu na jeden lub dwa wieczory, zakładam słuchawki i ,,ładuje akumulatory’’ słuchając ulubionych kawałków.

Smutną rzeczą jest to że muzyka sama w sobie coraz bardziej traci na wartości . Coraz prostsze teksty pisane o niczym, teledyski przesycone erotyką to w dzisiejszym świecie najwidoczniej gwarancja sukcesu i sławy, tylko gdzie w tym wszystkim sztuka?

Nigdy nie byłam na koncercie,  wyobrażam sobie jak wspaniale to musi być przeżycie móc poczuć muzykę całym sobą, zjednoczyć się z innymi ludźmi… to dopiero muszą być wielkie emocje...

 

wtorek, 28 czerwca 2011
:))

Witam po dłuższej przerwie, choć teraz też tylko na chwilę - dłuzszy wpis zamieszczę w ciągu kilku przyszłych dni. 

U mnie wszystko w porządku, tylko z formą psychiczną ostatnio trochę gorzej, chyba jakaś złośliwa chandra dopadła mnie... ale cytując fragment jednego z moich ostatnich napisanych wierszy: 

''każda niemoc i chwila zła; kiedyś przestanie trwać; tylko czekanie staje się; wiecznością'' nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgodzić się sama ze sobą. 

 

01:44, sylwucha1985
Link Komentarze (2) »
środa, 01 czerwca 2011
Debiut poetycki

   Jakiś czas temu pewien portal literacki opublikował kilka z moich wierszy. Nie ukrywam iż bardzo byłam zaskoczona widząc swoje nazwisko na głównej stronie wśród aktualności, jako debiut poetycki. Dla takiej zwykłej szarej myszki jak ja, to duże osiągnięcie i szalenie budujące uczucie.  Pozytywne komentarze od kilku osób którzy są ekspertami w tej dziedzinie, sprawiły, że jeszcze mocniej uwierzyłam w siebie, co muszę przyznać w moim przypadku nie jest takie oczywiste. Nie należę do osób szczególnie wierzących w swoje możliwości, brakuje mi pewności siebie ale powoli staram się to zmienić. Bardzo ważne w takich chwilach jest wsparcie, choć krytyka też się przydaje i nie trzeba jej lekceważyć. Jeszcze do niedawna pisanie wierszy uważałam za coś absolutnie dla mnie nie osiągalnego i zbyt trudnego. Czytając wiersze znanych poetów jak też amatorskie które można znaleźć w Internecie, mój największy zachwyt wzbudzała umiejętność patrzenia głębiej niż sięga wzrok i przelewanie tego na papier. Także składanie rymów wydawało mi się czymś trudnych. Dziś wiem, że dobry wiersz nie zawsze musi posiadać rym bo nie to jest najważniejsze.

Czuję się w pewien sposób spełniona pisząc wiersze, mogę przenieść swoje wizje zawarte w myślach, przekazując coś innym ludziom.

Nie rozumiem czemu w ostatnich czasach tak bardzo zanika czytanie poezji, przecież niejednokrotnie wiersze  mogą mieć większą wartość niż niejedna książka.  Nabywając tomik wierszy często można do niego zaglądać , nie kończy się na jednorazowym przeczytaniu jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku np. powieści. Pisanie tego typu tekstu może pełnić pewną formę terapii w trudnych momentach życia, bo przelewa się swoje emocje, a poza tym uwrażliwia się na to co jest wokół.

  Ostatnio zaczęłam też pisać drugą powieść, wpadłam na pewien pomysł i pomyślałam że znów zacznę pisać. Tym razem to nie jest opowieść o niepełnosprawnej osobie, ale bohater powieści też w pewien sposób się wyróżnia. Więcej na ten temat napiszę wkrótce, tymczasem zapraszam do zapoznania się z moimi kilkoma wierszami, oto link: 

 
1 , 2 , 3